Witajcie~!
Wybaczcie, że musicie tak długo czekać na posty. Mimo dużych chęci i zapału nie jest to takie łatwe. Jakoś w szkole lub kiedy jestem zajęta albo leżę sobie w łóżku po jedenastej licząc płytki na suficie, mam masę pomysłów, lecz kiedy siadam do laptopa jakoś, ekhm, wszystkie parują.
Miałam dzisiaj zanudzić was jakimś postem o szkole, nauce, nauczycielach, o tym jak bardzo szanowna męska część klasy rozwala nam lekcje, ale sama tym tematem jestem troszkę zmęczoną mimo, że minęło dopiero kilkanaście dni, i sądzę, że wy też po męczącym dniu w szkole nie macie ochoty czytać o niej,
mam rację?
Więc(tak, wiem, nie zaczyna się zdania od tego słowa) kompletnie pójdę na żywioł i opowiem wam o herbacie.
Po powrocie do domu, automatycznie weszłam jak zwykle do kuchni, kierowana najzwyklejszym i ludzkim poczuciem ogromnego głodu. Po 8 lekcjach, jadąc jedynie na płatkach i kanapce z szynką to chyba normalne, że jestem głodna. Nieźle wkurzyłam tym koleżankę, z którą wracałam, gdyż całą drogę nawijałam o moim pysznym obiadku, gorącym talerzu czekającym na mnie w moim kochanym domku. Och, jak będzie przyjemnie naładować pusty żołądek ogromną porcją cieplutkiego jedzenia~! I jakie szczęście, że nie będą to ziemniaki, bo ziemniaków nie lubię~!
Po wejściu do kuchni, moja uwagę zwróciło żółte pudełeczko z herbatą Lipton. KARMELOWA. Ja nie mogę, karmelowo - waniliowa~! HERBATA! Oczywiście aromatyzowana. Ale o smaku karmelków! A karmelki od razu kojarzą się z krówkami, tymi milanowskimi oczywiście!
Wpadłam do pokoju, w którym moja mama oglądała telewizję i "kupiła mamusia herbatę! karmelową!"
"tak, lubię takie eksperymenty"
Po wytłumaczeniu jaka to bardzo jestem głodna, tak głodna, że chyba zaraz umrę (na to moja mama powiedziała "to się połóż i umieraj")powróciłam do ukochanego pomieszczenia z lodówką. Odgrzawszy sobie posiłek, pałaszowałam go z taką ogromną przyjemnością! Mama wstawiła wodę na kawę i herbatę, oczywiście dla mnie.Po chwili postawiła przede mną herbatkę, dając jedynie powąchać, a pachniała tak słodko cukierkowo..."A teraz idź z psem, pójdziesz do sklepu i kupisz pączki, akurat herbata ci ostygnie".
W tempie ekspresowym do sklepu i z powrotem, kupiłam pączki, wróciłam do domu, i pierwszy cel-kuchnia. Jeden łyczek herbatki....nie lubię bez cukru. Smakowała tak nijak, więc posłodziłam ją, ale mniej niż zawsze.
Ta słodycz. Ten zapach. Przydałyby się jakieś ciasteczka. No trudno. Nie smakowała jakoś niesamowicie, ale zapach rekompensował wszystko. Chciałabym mieć takie karmelowe perfumy. No bo kto nie lubi karmelu? Tofii? Nie za pomijamy o wanilii. Wypiłam bardzo szybko. Tak, i chyba zrobię sobie kolejną.
Mam nadzieję, że was nie zanudziłam~ Po prostu mam ochotę napisać czasem o jakichś głupotach :3
Wiedzieliście, że rosyjskim zdrobnieniem od imienia Aleksandra jest Sasza? Ile ciekawych rzeczy można się dowiedzieć z tego internetu o własnym imieniu, doprawdy.
Pozdrawiam♥
Tylko mi się tam tą herbatą nie upij ;)
OdpowiedzUsuńpiszę w identycznym stylu co ty, tyle, że nie na blogu, ale w prywatnym dzienniczku ;p super post, świetnie się czyta! czekam na kolejny ;)
OdpowiedzUsuńHerbatka zawsze lepsza niż szkoła ;D
OdpowiedzUsuńKiedyś kombinowałam z herbatami o przeróżnych smakach, ale ze mnie chyba niezbyt wyrafinowany smakosz, bo większość określałam mianem "bleee" xD Nawet karmelowa mi nie wchodziła, ale to może wina tego, że ja wszystko piję gorzkie o.O
Ten komentarz został usunięty przez autora.
OdpowiedzUsuń